Przerywam milczenie!

26 07 2010

 żeby zwrócić uwagę PT Czytelników bloga na nowy Czas fantastyki, który dopiero co pokazał się w empikach. A w nim m.in. artykuł o moim Trzecim Świecie, autorstwa Pawła Majki. Jest to bodaj najobszerniejszy dotąd tekst poświęcony mojej ostatniej książce. Zachęcam do lektury. 

A opróćz tego w „Czasie…”  trzymający poziom Ratman i rewelacyjny pędzący królik 🙂 no i jeszcze wiele ciekawych tekstów (np. Szczepana Twardocha, Jacka Dukaja). Na marginesie porównanie ostatnich numerów CzF i NF powoduje, że dociera do mnie że jestem chyba z innego  pokolenia czytelników – zdecydowanie wolę  CzF, a jeśli chodzi o NF to już dawno nie przeczytałem numeru NF od deski do deski. Starość, cóż  🙂

Reklamy




nominacja

24 06 2010

Trzeci świat mojego autorstwa został nominowany do nagrody im. J. Zajdla  🙂

Dziękuję i serdecznie gratuluję pozostałym nominowanym.

mg





Kto będzie nominowany do Zajdla 2010? – próba wróżenia z fusów (powieści)

20 06 2010

Jeden z przyjaciół mile połechtał moją próżność, twierdząc, że Trzeci świat ma szanse na nominację zajdlowską. No, fajnie, pomyślałem, nie ma sensu krygować się na hipokrytę i gadać, żebym się z tego nie ucieszył. Ale chwilę później zacząłem się zastanawiać, czy ma rację. I, rozpatrując sprawę na tyle na ile to możliwe bez emocji, z jednej strony nie brnąc w fałszywą skromność, a z drugiej starając się mitygować własne zadufanie, wychodzi mi, że konkurencja w tym roku jest, po pierwsze silna, po drugie, bardzo liczna.

Kategoria I – pewniaki

Zacznijmy od pewniaków, czyli tych, którzy nominację mają IMO w kieszeni.

Najpierw J. Grzędowicz i jego PLO t. III – książka z jednej strony zyskała dużą popularność (a to przecież przekłada się jakoś na nominację, im więcej czytelników, tym więcej szans, że ktoś pośród nich zagłosuje), z drugiej była dość zgodnie chwalona przez recenzentów. Bo rzeczywiście, trzeci tom Pana… odzyskuje trochę wigoru i klimatu części pierwszej, po pewnej (IMO) zadyszce, jaką  obserwowaliśmy w tomie II. Zresztą PLO III zaczyna już zgarniać pierwsze nagrody – ot, choćby Sfinksa.

Drugi pewnik, nawet bardziej pewny od pierwszego, to, IMO, Wroniec Jacka Dukaja (swoją droga mój faworyt do zwycięstwa w ogóle, nie tylko w nominacjach). Nazwisko (marka) nawet silniejsza niż w przypadku J. Grzędowicza, a sam utwór bardzo ciekawy, bardzo dobry.  Nie bez znaczenia jest też sukces komercyjny, jaki Wroniec odniósł – znów, jak sądzę, liczba czytelników może przełożyć się na liczbę głosujących.

Trzeci pewnik to Święty Wrocław Łukasza Orbitowskiego – popularność tego autora mówi sama za siebie, a sam Święty Wrocław został ciepło przyjęty przez czytelników, przy czym nie jest to li tylko czytadło (klasyfikacja jako stricte „czytadło” powoduje, że np. A. Pilipiuk mimo dużej popularności i wysokiej sprzedaży raczej – moim zdaniem – nominacji w tym roku nie dostanie).

No dobrze, mamy więc trzy miejsca zajęte. Ale zwykle w szranki zajdlowskie staje więcej pozycji (powiedzmy pięć, sześć). Kto może zająć pozostałe miejsca?

 Kategoria II – szanse bardzo wysokie

Żmija A. Sapkowskiego to pierwsza z kandydatur – czego by nie powiedzieć o nowej powieści ASa polskiej fantastyki, to na jego korzyść przemawia popularność i poziom sprzedaży jego książek, o którym  niżej podpisany może tylko marzyć. Już sam ten fakt, w połączeniu z siłą marki, jaką jest nazwisko „Sapkowski” powoduje, że Żmija wędruje w górę na liście faworytów. Ale to nie wszystko. Wprawdzie wielu recenzentów przyjęło Żmiję dość chłodno, lecz, wg. mnie, wynika to z poprzeczki zawieszonej wysoko poprzednimi książkami. Tymczasem patrząc na Żmiję bez tego bagażu, trzeba powiedzieć, że jest to dobra książka. Może nie rewelacyjna, może posiadająca pewne słabizny (np. niepotrzebny IMO wątek antyczny i brytyjski), niemniej cały czas jest to poziom, na który trudno się wznieść konkurencji Sapkowskiego (mi na przykład Żmija podobała się bardziej niż PLO t. III). Więc, choć tutaj pewny nominacji nie jestem, szanse oceniam jako b. wysokie.

Podobnie szacuję szanse Burzy M. Parowskiego. Po pierwsze – to książka ważna, i, mimo pewnych mankamentów, dobra, ba, wyróżniająca się na naszym rynku. Macieja Parowskiego też nikomu nie trzeba przedstawiać – to postać legendarna i bardzo zasłużona dla polskiej fantastyki.  Powiedziałbym: nominację ma w kieszeni, gdyby nie to, że Burza tak naprawdę trafiła do księgarń w lutym b.r. – i wielu czytelników intuicyjnie uznaje ją za powieść z 2010 r. Nie chcę dociekać, czy jest to wina wydawcy, który z jakichś powodów umieścił na książce, jako datę wydania 2009 r. , czy też zawiłości regulaminu zajdlowego, niemniej ten fakt może Burzy zaszkodzić.

Trzecia pozycja, która jest prawie że murowanym kandydatem do nominacji, to książka Ani Brzezińskiej – Letni Deszcz. Sztylet. Zebrała świetne recenzje, jest popularna i kończy bardzo lubianą przez czytelników sagę o Twardokęsku. Jest to prawie pewnik do nominacji – jedyne, co może sprawić, że książka nominacji nie otrzyma to fakt, że przerwa pomiędzy poszczególnymi tomami cyklu była dość długa, co mogło spowodować, że część czytelników książkę przeoczy/zapomni (choć nie spodziewam się, by rzeczywiście do tego doszło).

Well, prawie wszystkie miejsca na liście już obsadziliśmy, ale ktoś jednak może z niej wypaść, należy zadać sobie więc pytanie: kto jeszcze może być brany pod uwagę? 

Kategoria III – spore szanse

Pozostałe powieści będę traktował en bloc – choćby dlatego, że nie wszystkie czytałem, zatem, szacując ich szanse, opieram się więc również na rozmaitych opiniach (znajomi, Internet, oceny recenzentów). Spore szanse, choć nie tak wysokie, jak książkom wcześniej wymienionym, dawałbym poniższym pozycjom:

  1. Przedksiężycowi – A. Kańtoch
  2. Dziki Mesjasz – R. Orkan
  3. Zadra t. II – K. Piskorski
  4. Prowadź swój pług przez kości umarłych – O. Tokarczuk
  5. Upiór Południa – M.L. Kossakowska

Upiór południa MLK powędrowałby wg mnie znacznie wyżej na liście (zapewne do kategorii II – bardzo duże szanse), gdyby nie chciwa polityka wydawcy, który zrobił z tego 4 małe książeczki, co automatycznie powoduje rozproszenie głosów. 

Kategoria IV – średnie szanse

Gdyby zostało jeszcze trochę miejsca – tzn. ktoś z wymienionych wyżej nie dostał nominacji, to, jak sądzę, szanse mogłyby mieć następujące powieści:

  1. Struktura – M. Protasiuk
  2. Kłopoty w Hamdirholm – W. Świdziniewski
  3. Zimne wybrzeża – Sz. Twardoch
  4. Ofensywa szulerów – J. Ćwiek
  5. Trzeci świat – jeśli jesteście na tym blogu, to sami wiecie czyjego autorstwa 😉

W tej kategorii mieszczą się książki, które pomimo tego, że ich autor jest popularny, nie zyskały tak wysokich ocen recenzentów jak pozycje wymienione wyżej (przynajmniej wedle mojego rozeznania, oczywiście mogę coś pomijać) – to np. case  Kuby Ćwieka i jego Ofensywy szulerów, przyjętej z życzliwością, ale zbierającej nieco słabsze oceny recenzentów niż np. Przedksiężycowi czy Letni Deszcz. Sztylet. Mieszczą się tu też książki, które na nominację IMO zasługują jeśli chodzi o ich jakość, ale na przeszkodzie może stanąć relatywnie mała popularność autora (mam tu na myśli Strukturę Michała Protasiuka).  Zobaczymy, czy nominację dostanie nieodżałowany Wojciech Świdziniewski – samej książki nie czytałem, ale o ile zdołałem się zorientować, była ona oceniana jako niezła – i wnosząc z tych opinii, może pojawić się na liście nominacji.  Do tej grupy zaliczam też swoją książkę – faktycznie, zebrała trochę pozytywnych recenzji, co daje jakąś szanszę. Ale jak Trzeci świat porównam np. z takim Wrońcem, to zaraz widzę kłującą oczy różnicę jakości (na własną niekorzyść, niestety). 

Kategoria 0 – ci, których szans nie jestem w stanie oszacować

Jest też całkiem pokaźna grupa tych, którzy mogą mieć szansę, ale o których wiem zbyt mało, by realnie ocenić ich potencjał nominacyjny. Zaliczam do tej kategorii książki autorów bardzo popularnych, jak np. Jacek Komuda czy Jacek Piekara, którzy jednak jakoś w przeszłości nie byli nominowani, a także tych autorów, których po prostu nie znam, ale którzy jakoś zostali dostrzeżeni przez krytykę. Lista tych białych plam poniżej:

Aksamitny dotyk nocy – D. Domagalski
Delikatne uderzenie pioruna – D. Domagalski
Samozwaniec, tom I – J. Komuda
Charakternik – J. Piekara
Chorągiew Michała Archanioła – A. Przechrzta
Bogowie przeklęci – T. Bochiński

 

Jak będzie, przekonamy się 24/06/2010. Odwiedzających bloga zachęcam do własnego typowania.

mg

PS Wpis publikuję po zamknięciu nominacji, by nie być posądzonym o wywieranie wpływu na głosujących 😉





Nie wolno pisać tak dlugich opowiadań!

15 06 2010

To miał być krótki tekst, tak myślałem – tekst jednego, szybkiego pomysłu, przerwa w innych projektach. Siadłem do opowiadania pod koniec marca , przekonany, że uwinę się z nim w miesiąc. Rezultat? Well, właśnie skończyłem pierwszą wersję tekstu – i jest to bodaj najdłuższe opowiadanie, jakie kiedykolwiek napisałem (choć, cały czas, pozostaje opowiadaniem, nie krótką powieścią, co w stosunku do Trzeciego świata stanowi pewien postęp ;-). Tekst liczy sobie 155.000 znaków, i nosi tytuł (póki co roboczy, nie przyzwyczajajcie się do niego za bardzo): „Tylko garść popiołu”. 

Miejsce publikacji – póki co nieznane

Czas publikacji – jak wyżej, czekają mnie jeszcze prace redakcyjne.

Tematyka – hmm, powiedzmy, że jesto tradycyjne, choć z drugiej strony bardzo mało tradycyjne fantasy.

Teraz już wiecie, dlaczego nowe wpisy na blogu pojawiały się tak rzadko i były tak zdawkowe.

 mg





Po co czytać fantastykę? (Cz 1 – SF)

6 06 2010

Zmęczenie materiału – tym lapidarnym wyrażeniem mógłbym określić moją reakcję na próby czytania fantastyki.  Przy czym trudno byłoby mi powiedzieć jednoznacznie, co jest tym „materiałem” – czy ja, czy sama fantastyka, faktem jest jednak że dość długi czas przechodziłem czytelniczy kryzys – to znaczy miałem na fantastykę coraz mniejszą ochotę. Przeciw fantastyce przemawiało kilka argumentów – powtarzalność, schematyzm, średni poziom językowy, wreszcie bezlitosna świadomość braków oczytania w głównym nurcie i klasyce, powodująca, że gry wybór szedł pomiędzy Hemingwayem a Wattsem, wybierałem Hemingwaya (choć, nawiasem mówiąc, i Ślepowidzenie przeczytałem).

 I oto, w ostatnich kilku miesiącach przeczytam szereg książek, które przywracają mi wiarę w fantastykę. Dotyczy to i fantasy, i horroru i przedmiotu dzisiejszych rozważań – SF.

W przypadku SF mam na myśli, przede wszystkim, Rzekę bogów .

Powieść MacDonalda idealnie trafiła w moje upodobania. Jeśli chciałbym czytać SF- to właśnie tak napisaną. Jeśli chciałbym czytać SF- to poświęconą właśnie tym problemom.

Przede wszystkim tematyka – myślę, że to jest w przypadku tej książki najważniejsze – bo, powiedzmy szczerze (i ze smutkiem), nie ma zbyt wielu utworów „fantastyki bliskiego zasięgu”, czyli fantastyki, opisującej świat nieodległej przyszłości, a jeśli się już trafią, to są, bywa, przegięte ideologicznie. Rzeka bogów przegięta nie jest – i tu notujemy pierwszy na długiej liście plusów.

Jednocześnie powieść nie stroni od tematów aktualnych w rodzaju problemów ekologicznych, z którymi musi zmagać się świat AD 2050  – choć wątek ten stanowi tło, to jednak tło bardzo istotne i w rzeczywistości będące jednym z elementów decydujących o rozwoju wypadków w powieściowej rzeczywistości. W tym konkretnym przypadku chodzi o wodę (a raczej jej brak) i, trzeba przyznać, prognoza MacDonalda brzmi dość wiarygodnie – półtora miliarda ludzi zgromadzonych na półwyspie indyjskim istotnie może schnąć z pragnienia, zwłaszcza, jeśli nie będą mogli liczyć na monsun. Do tego dochodzą opisane z nerwem przeobrażenia społeczne, technologiczne (w tym ciekawie opisana kwestia sztucznej inteligencji) i dość gorzka, ale wcale przez to nie mniej prawdziwa refleksja nad tym, jaką rolę pełni kultura masowa (tu konkretnie telenowele).

Dodatkowy bonus znaczeniowy wynika z czasu, kiedy książkę czytałem – czyli czasu kampanii wyborczej, walki kandydatów na wizerunki (przed oczyma stają medialne konstrukty z Ziemkiewiczowskiego Walca stulecia).  Wątek polityczny powieści prowokuje szereg skojarzeń i, przede wszystkim, refleksji – na ile poglądy, które się nam, wyborcom prezentuje są medialną kreacją?  Powieść przynosi odpowiedź dość przygnębiającą, w sumie mało zaskakującą, ale chyba prawdziwą – w większości są to kłamstwa, służące do manipulowania opinią publiczną (dobrze to ilustruje wątek poświęcony radykalnej partii Shivaji).

Wspomniane wyżej zalety: interesująca konstrukcja świata przedstawionego, szerokie spektrum poruszanej tematyki, dotykanie ważkich z punktu widzenia cywilizacji problemów, można przypisać relatywnie wielu książkom SF, ale Rzekę bogów wyróżnia spośród utworów fantastyki naukowej co innego: inteligentna konstrukcja i bardzo dobry język (tu zestawiłem sobie Rzekę… z czytanym kilka miesięcy wcześniej Ślepowidzeniem i w tej konkurencji MacDonald wygrywa przez nokaut). Na językowe kompetencje MacDonalda wskazuje szereg drobnych, ale bardzo istotnych zabiegów – przykładów podawał nie będę, musicie uwierzyć mi na słowo, jednak wszystkie te drobiazgi, złożone w całość dają efekt znakomity. Dość powiedzieć, że czuć u MacDonalda swobodę i odwagę posługiwania się słowem – czyli przeciwieństwo wrażenia sztywności i sztuczności, jakie często towarzyszy (przynajmniej mi) gdy czytam SF .

Parę słów mogę bez spoilerów i sypania cytatami powiedzieć o konstrukcji – ciekawej, pozwalającej śledzić losy poszczególnych bohaterów (de facto poznajemy kilka osobnych historii, niektóre z nich splatają się ze sobą bardzo luźno, a są bohaterowie, którzy, choć bardzo istotni dla książki, bodaj w ogóle na kartach Rzeki… się nie spotykają).

Ze szczególną przyjemnością czytałem „biznesowe” partie książki – rzadko kiedy (i to nie tylko w fantastyce) autorowi uda się opisać  procesy gospodarcze tak, by były one interesujące dla czytelnika, a jednocześnie autor nie popadł w schemat „złych korporacji” niszczących środowisko naturalne i bezrefleksyjnie eksploatujących zasoby. W Rzece bogów historia firmy energetycznej Ray Power jest jednym z najbardziej dynamicznych wątków książki.

Nie będę ciągnął tej litanii komplementów, pewnie i książce MacDonaldna można by wytknąć jakieś słabości,  ale generalnie bardzo duży plus.  Uczta Wyobraźni po raz kolejny „dała radę” a  wobec wydawnictwa MAG odczuwam pewną wdzięczność, bo, wydając Rzekę…,  przywróciło mi apetyt na SF (gdyby tylko tak bardzo nie ociągali się z wydaniem Drooda – cóż, MAG, jak widać, chce mnie zmusić, bym jednak czytał powieść Simmonsa w oryginale 🙂

Jeśli więc miałbym odpowiedzieć sobie samemu na pytanie, jakie zadaję w tytule tego posta, rzekłbym: bo można znaleźć książki takie, jak Rzeka bogów.





Ikarie

28 05 2010

Jak donoszą mi życzliwi ludzie z południa, Królikarnia (opowiadanie) właśnie zostało opublikowane w czeskim czasopiśmie Ikarie (jeśli ktoś zna czeski, to zapraszam na  http://www.ikarie.cz )

Nie widziałem jeszcze tłumaczenia ale to musi być niezłe wrażenie – widzieć własny tekst i nie rozumieć z niego ani słowa. Nie mogę się doczekać :-))





Bardzo krótko

16 05 2010

Tych, którzy tu jeszcze od czasu do czasu zaglądają przepraszam za brak aktualizacji bloga – blog resurection w pełnym wymiarze zapewne dopiero po 23/5/2010, do tej daty będę na 100% mocno zajęty.

mg

PS ku mojemu zdumieniu i radości Trzeci Świat został nominowany do nagrody Żuławskiego. Dziękuję!