Po co czytać fantastykę? (Cz 1 – SF)

6 06 2010

Zmęczenie materiału – tym lapidarnym wyrażeniem mógłbym określić moją reakcję na próby czytania fantastyki.  Przy czym trudno byłoby mi powiedzieć jednoznacznie, co jest tym „materiałem” – czy ja, czy sama fantastyka, faktem jest jednak że dość długi czas przechodziłem czytelniczy kryzys – to znaczy miałem na fantastykę coraz mniejszą ochotę. Przeciw fantastyce przemawiało kilka argumentów – powtarzalność, schematyzm, średni poziom językowy, wreszcie bezlitosna świadomość braków oczytania w głównym nurcie i klasyce, powodująca, że gry wybór szedł pomiędzy Hemingwayem a Wattsem, wybierałem Hemingwaya (choć, nawiasem mówiąc, i Ślepowidzenie przeczytałem).

 I oto, w ostatnich kilku miesiącach przeczytam szereg książek, które przywracają mi wiarę w fantastykę. Dotyczy to i fantasy, i horroru i przedmiotu dzisiejszych rozważań – SF.

W przypadku SF mam na myśli, przede wszystkim, Rzekę bogów .

Powieść MacDonalda idealnie trafiła w moje upodobania. Jeśli chciałbym czytać SF- to właśnie tak napisaną. Jeśli chciałbym czytać SF- to poświęconą właśnie tym problemom.

Przede wszystkim tematyka – myślę, że to jest w przypadku tej książki najważniejsze – bo, powiedzmy szczerze (i ze smutkiem), nie ma zbyt wielu utworów „fantastyki bliskiego zasięgu”, czyli fantastyki, opisującej świat nieodległej przyszłości, a jeśli się już trafią, to są, bywa, przegięte ideologicznie. Rzeka bogów przegięta nie jest – i tu notujemy pierwszy na długiej liście plusów.

Jednocześnie powieść nie stroni od tematów aktualnych w rodzaju problemów ekologicznych, z którymi musi zmagać się świat AD 2050  – choć wątek ten stanowi tło, to jednak tło bardzo istotne i w rzeczywistości będące jednym z elementów decydujących o rozwoju wypadków w powieściowej rzeczywistości. W tym konkretnym przypadku chodzi o wodę (a raczej jej brak) i, trzeba przyznać, prognoza MacDonalda brzmi dość wiarygodnie – półtora miliarda ludzi zgromadzonych na półwyspie indyjskim istotnie może schnąć z pragnienia, zwłaszcza, jeśli nie będą mogli liczyć na monsun. Do tego dochodzą opisane z nerwem przeobrażenia społeczne, technologiczne (w tym ciekawie opisana kwestia sztucznej inteligencji) i dość gorzka, ale wcale przez to nie mniej prawdziwa refleksja nad tym, jaką rolę pełni kultura masowa (tu konkretnie telenowele).

Dodatkowy bonus znaczeniowy wynika z czasu, kiedy książkę czytałem – czyli czasu kampanii wyborczej, walki kandydatów na wizerunki (przed oczyma stają medialne konstrukty z Ziemkiewiczowskiego Walca stulecia).  Wątek polityczny powieści prowokuje szereg skojarzeń i, przede wszystkim, refleksji – na ile poglądy, które się nam, wyborcom prezentuje są medialną kreacją?  Powieść przynosi odpowiedź dość przygnębiającą, w sumie mało zaskakującą, ale chyba prawdziwą – w większości są to kłamstwa, służące do manipulowania opinią publiczną (dobrze to ilustruje wątek poświęcony radykalnej partii Shivaji).

Wspomniane wyżej zalety: interesująca konstrukcja świata przedstawionego, szerokie spektrum poruszanej tematyki, dotykanie ważkich z punktu widzenia cywilizacji problemów, można przypisać relatywnie wielu książkom SF, ale Rzekę bogów wyróżnia spośród utworów fantastyki naukowej co innego: inteligentna konstrukcja i bardzo dobry język (tu zestawiłem sobie Rzekę… z czytanym kilka miesięcy wcześniej Ślepowidzeniem i w tej konkurencji MacDonald wygrywa przez nokaut). Na językowe kompetencje MacDonalda wskazuje szereg drobnych, ale bardzo istotnych zabiegów – przykładów podawał nie będę, musicie uwierzyć mi na słowo, jednak wszystkie te drobiazgi, złożone w całość dają efekt znakomity. Dość powiedzieć, że czuć u MacDonalda swobodę i odwagę posługiwania się słowem – czyli przeciwieństwo wrażenia sztywności i sztuczności, jakie często towarzyszy (przynajmniej mi) gdy czytam SF .

Parę słów mogę bez spoilerów i sypania cytatami powiedzieć o konstrukcji – ciekawej, pozwalającej śledzić losy poszczególnych bohaterów (de facto poznajemy kilka osobnych historii, niektóre z nich splatają się ze sobą bardzo luźno, a są bohaterowie, którzy, choć bardzo istotni dla książki, bodaj w ogóle na kartach Rzeki… się nie spotykają).

Ze szczególną przyjemnością czytałem „biznesowe” partie książki – rzadko kiedy (i to nie tylko w fantastyce) autorowi uda się opisać  procesy gospodarcze tak, by były one interesujące dla czytelnika, a jednocześnie autor nie popadł w schemat „złych korporacji” niszczących środowisko naturalne i bezrefleksyjnie eksploatujących zasoby. W Rzece bogów historia firmy energetycznej Ray Power jest jednym z najbardziej dynamicznych wątków książki.

Nie będę ciągnął tej litanii komplementów, pewnie i książce MacDonaldna można by wytknąć jakieś słabości,  ale generalnie bardzo duży plus.  Uczta Wyobraźni po raz kolejny „dała radę” a  wobec wydawnictwa MAG odczuwam pewną wdzięczność, bo, wydając Rzekę…,  przywróciło mi apetyt na SF (gdyby tylko tak bardzo nie ociągali się z wydaniem Drooda – cóż, MAG, jak widać, chce mnie zmusić, bym jednak czytał powieść Simmonsa w oryginale 🙂

Jeśli więc miałbym odpowiedzieć sobie samemu na pytanie, jakie zadaję w tytule tego posta, rzekłbym: bo można znaleźć książki takie, jak Rzeka bogów.

Reklamy

Działania

Information

5 Komentarzy

9 06 2010
malakh

Jak „Rzeka bogów” przypadła ci do gustu, obowiązkowo musisz sięgnąć po teksty Bacigalupiego;]

9 06 2010
maciejguzek

mówisz, że warto? a kiedy MAG ma to wydać? (bo nie wiem czy się opłaca ściągać z Amazona po ang). Swoją drogą, jesli czytałeś w oryginale to zapytam, jak napisana? -bo z taką Rzeką bogów in English to pewnie miałbym kłopot, wydaje się, że dość trudna (neologizmy,neutki – po ang. chyba „yt”) – dałbym radę, ale chyba by mi się nie chciało męczyć.

10 06 2010
malakh

Mag ma wydać w styczniu w jednym tomie i zbiór opowiadań „Pump Six and Other Stories” i powieść „The Windup Girl”, więc chyba nie opłaca się teraz ściągać. Tym bardziej, ze zbioru w HC już nie dostaniesz, bo nakład wyczerpany… jakoś niedługo mają wypuścić paperbacka.

A czy warto? Oczywiście! Uwielbiam prozę Paola, według mnie jest lepszy od McDonalda. Zresztą tutaj masz próbki:
http://windupstories.com/pumpsix/#samples

Ale jeżeli o język chodzi… mnie łatwiej czyta się teksty Paola, niż McD, głównie dlatego, że ten drugi uwielbia neologizmy i wstawki w innym języku. Pamiętam, jak męczyłem „Brasyl”, bo autor robił mi kurs języka obcego;D

10 06 2010
malakh

BTW Tydzień temu zamówiłem sobie „Ship Breaker”, czyli najnowszą powieść Bacigalupiego;)

13 06 2010
maciejguzek

no, to na Windup Girl poczekam, dzięki za cynka. Daj znać jeśli ten ship breaker będzie ok, to może też sobie ściągnę.
pzdr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: