Zmiana a inspiracje, czyli słów kilka od kogo ściągałem a od kogo nie

8 01 2010

Skoro już powiedziało się: „yo” trzeba powiedzieć: „motherfucker” – będzie więc dalszy ciąg komentowania recenzji (czego – cały czas podtrzymuję kiedyś wyrażone zdanie – autor robić nie powinien). Niemniej znów czynię wyjątek od tej reguły; nie po to jednak by się z recenzentami spierać, ale, żeby wyjaśnić. Chodzi mianowicie o moje, trochę już zapomniane, opowiadanie Zmiana z Księgi Smoków – niedawno przeczytałem recenzję Księgi (a zatem – m. in. Zmiany) na Zaginionej Bibliotece. I w zasadzie nie mam powodów do narzekań – recenzentowi się przecież podobało. Niemniej, jest to któraś z rzędu recenzja wskazująca liczne, rzekome inspiracje, które mi przyświecały, kiedy Zmianę pisałem. Oczywiście, każdy z P.T Recenzentów ma pełne prawo doszukiwać się podobieństw Zmiany do czego mu się żywnie podoba (choćby i do receptury na śliwowicę), ale wyjaśnię jak było naprawdę. A raczej – jak nie było.

A więc – nie inspirowały mnie (czy też mówiąc brutalniej – nie ściągałem z):

–         Teksty Jacka Piekary

–         Warhammer 1918 (WTF?)

–         Moorcock

–         Opowiadania Tomka Kołodziejczaka

–         Warcraft

–         Shadowrun

–         Wrzesień Tomasza Pacyńskiego

–         I jeszcze ileś wytkniętych mi inspiracji, których nie spamiętam.

Być może Zmiana jest do wszystkiego, co wymieniłem wyżej, podobna. Ba, może nawet bardzo podobna. Ale wzorować się na tym nie mogłem, a powód jest prosty – nie znałem (a w większości nadal nie znam) wymienionych tekstów i gier. Tekst „Piękna i graf” Tomka Kołodziejczaka (o tym wspominał bodaj recenzent na Polterze AFAIR) przeczytałem na długo po tym, jak napisałem Zmianę, z twórczości J. Piekary znam jedynie kilka opowiadań o inkwizytorze (podobieństw do Zmiany nie dostrzegam), Września T. Pacyńskiego nie czytałem takoż, w Shadowrun i Warhammera nie grałem i w zasadzie nawet kiedy piszę teraz te nazwy, to drżę, czy czasem nie robię jakiegoś błędu w ich pisowni – tak mało o nich wiem,  a co do Warcrafta to pamiętam (mgliście) tylko pierwszego (i znów nie widzę żadnych podobieństw).  Moorcocka nie czytałem wcale – może popełniam błąd, ale z jakich przyczyn dźwięczny tytuł: „Smok w Mieczu” wzbudził wątpliwości, czy to na pewno jest coś, co chciałbym przeczytać, a potem już stroniłem od autora , który potrafi wymyślać takie tytuły.

Ale jest jedna książka która wywarła bardzo duży wpływ na Zmianę i do tej inspiracji przyznaje się pokornie i z otwartą przyłbicą. Radziłbym P.T. Recenzentom jednak aby w swoich  poszukiwaniach nieco się cofnęli w czasie, w stosunku do tytułów wymienianych wcześniej – bo chodzi, oczywiście, o powieść „Na zachodzie bez zmian” Ericha Marii Remarque’a. Nawiasem mówiąc, gorąco polecam. Coś mi mówi, że jest lepsza niż Shadowrun i Moorcock.

A może nawet i Piekara.

Advertisements

Działania

Information

5 responses

11 01 2010
W “Zmianie” bez zmian, czyli polemika z Maćkiem Guzkiem « Miejsce na krawędzi szeptu

[…] 11, 2010 Autor: Emil Strzeszewski Maciek Guzek trzy dni temu żalił się na swoim blogu, iż recenzenci, którzy mieli okazję rozpracowywać Księgę Smoków (w tym opowiadanie Zmiana […]

11 01 2010
Emil Strzeszewski

Witam!

Pozwoliłem sobie odpowiedzieć polemicznie na ów wpis na swoim blogu. Podaję więc linka, abyś mógł się zapoznać http://rheged.wordpress.com/2010/01/11/w-zmianie-bez-zmian-czyli-polemika-z-mackiem-guzkiem/

Pozdrawiam!

11 01 2010
maciejguzek

Emilu
żeby się nie powtarzać – zob. moją notkę – odpowiedź na posta malakha
pozdrawiam

11 01 2010
maciejguzek

właśnie spostrzegłem, że post malakha jest pod inną notką, więc przeklejam odpowiedź jakiej udzieliłem rrówneiż w to miejsce, co by nie trzeba szukać
pzdr
mg

_________________________________________________
Skorzystam z okazji i odpowiem hurtowo – i Tobie, malakhu i Emilowi: oczywiście, czytelnik ma pełne prawo doszukiwać się takich nawiązań, jakie mu przyjdą na myśl, pełna zgoda z mojej strony. Ba, czytelnik w ogóle nie ma obowiązku szukać nawiązań. AFAIR pisał o tym ciekawie w uwagach autora do Malowanego ptaka np. Kosiński wg. którego pisarz, po napisaniu utworu, jest takim samym czytelnikiem jak każdy inny i nie może narzucać interpretacji utworu innym czytelnikom.
Słuszny wniosek IMO.
Intencja mojej notki – być może nie dość jasno wyartykułowana – była inna. Nie polemika z recenzentami, lecz wyjaśnienie, jakie faktycznie były inspiracje! Bo ta mnogość odwołań, jakie pojawiają się w rozmaitych recenzjach Zmiany (jak najbardziej z punktu widzenia czytelnika/recenzenta uprawniona), tworzy mimo wszystko wrażenie, że się inspirowałem rzeczami, których w ogóle nie czytałem. Ot, kolejne potwierdzenie teorii konwergencji: ludzie niezależnie od siebie wymyślają podobne rzeczy. Więc uznałem, że, żeby uniknąć ewentualnych oskarżeń o plagiatowanie Piekary, Shadowrun czy Tomka Kołodziejczaka (którego tekst – Piękna i graf – uważam za znakomity), wyjaśnię jak było.

Ja, Szanowni Recenzenci, się na recenzje i recenzentów nie obrażam z zasady – kłóci się to z moją filozofią działania na rynku: publikując, przestajesz być właścicielem tekstu i w zasadzie każdy komentarz trzeba zaakceptować. Nie jestem rozżalony, że Na zachodzie bez zmian zostało w wielu recenzjach przeoczone. Prawdę mówiąc to, że ktoś nie zauważył , że za moim opowiadaniem stoi Remarque, wcale mnie nie martwi (można się w sumie zastanawiać, czy to w ogóle jest wartość sama w sobie – odwołanie się do jakiegoś, choćby wielkiego, nazwiska i tekstu, bo moim zdaniem nie). Ale czytają kolejne odwołanie się do Warhammera czy innego Shadowruna (niewykluczone że to są super gry,nie wiem nie znam się) wyobraziłem sobie scenę, w której podchodzi do mnie jakiś czytelnik, mówi mniej więcej tak: Zmiana, wiesz, była nawet fajna, tylko, że dużo czerpałeś z Moorcocka. Na takie dictum nie umiałbym odpowiedzieć nic – zatem wolałem wyjaśnić.

Ale obiecuję, na przyszłość będę się hamował 🙂

pozdrawiam

PS przynajmniej w przypadku Trzeciego Świata sprawa nawiązań jest jasna 🙂

PS sorry za odpowiedź z dużym opóźnieniem; cóż, podczas pracy nie bardzo mogę udzielać się w necie 🙂
Odpowiedz

11 01 2010
Emil Strzeszewski

Szczerze powiedziawszy nie pamiętam, czy sam pisałem, że inspirowałeś się Shadowrunem, czy jedynie wspominałem, iż kilka rzeczy może się z Shadowrunem kojarzyć. W jakimś sensie coś korespondowało między tym, a tym, o to mi chodziło. Jeśli podjąłem się próby wskazania Twoich inspiracji, to albo mi się coś w głowę porobiło, albo się pomyliłem i umknęło nam w redakcji tekstu.

Jednak ryzykowny to krok z Twojej strony – nawet podawać inspirację. To jednak sugeruje coś odbiorcy, coś odautorskiego, coś, czego nie ma explicite wyrażonego w utworze. O ile krytycy często muszą bawić się w takie podchody, o tyle pisarz jednak nie powinien względem swojego tekstu. Nie chcę tu ganić – to wszak zawsze zależy jak leży (i w jakiej sytuacji nie leży), ale dobrze byłoby gdyby czytelnik sam się zastanawiał i skłaniał ku refleksji, (choć oczywiście nie musi) a nie podawać mu na talerzu rozwiązanie (dodajmy, że jest ono tak samo słuszne jak moje, czy kogokolwiek innego, który w ogóle ma jakąkolwiek refleksję na temat danego dzieła, więc rozwiązanie i tak jest tylko pozorne). Chociaż fakt, jeśli recenzenci wskazywali na cokolwiek z tego, co wymieniasz, jako Twoją inspirację, to trzeba było zdementować. Jeśli sam coś takiego popełniłem – mea maxima culpa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d bloggers like this: